
Reż. Adam Mason
IMDB rating: 5.1/10
Wiesz, czym jest strach? Wiesz, czym jest szaleństwo? Wiesz, czym jest geniusz? Kiedy zbliżasz się do granic czystego szaleństwa, zaczynasz się bać, lecz w tym momencie wiesz, że jesteś bliski osiągnięcia czegoś więcej niż inni, wiesz, że stajesz się geniuszem. Strach, szaleństwo i geniusz to jedno...
Nick wraz ze swoją dziewczyną Sammy wyjeżdżają za miasto, aby w ruinach szpitala psychiatrycznego Blackwater przeżyć coś niezwykłego. Ciesząca się złą opinią placówka, w której pewien doktor przeprowadzał eksperymenty na swoich podopiecznych, od wielu lat stoi opuszczona. Po przybyciu na miejsce chcąc przeżyć niesamowitą przygodę młodzi ludzie zażywają "kwas" i w pełni oddają się w jego władanie. Orbitując "w kwaśnym świecie" zwiedzają kolejne pomieszczenia. W jednym z nich natrafiają na dziwaczne krzesło. Nick dochodzi do wniosku, że to właśnie na nim większość pacjentów szalonego medyka straciła życie. Podniecona tym faktem Sammy siada na nim, a chwilę później niechcąco uruchamia mechanizm, który porywa ją wprost do piekła. Nick w żaden sposób nie mógł jej pomóc... Oskarżony o morderstwo z premedytacją na kilka lat trafia do więzienia, skąd uznany za wariata zostaje przeniesiony do ośrodka dla umysłowo chorych. Tam pod okiem ekscentrycznego doktora Willarda próbuje odnaleźć równowagę psychiczną. Jednak, gdy kolejne sesje nie przynosiły żadnej poprawy, psychiatra i trójka jego najlepszych asystentów zdecydowali, aby zabrać go z powrotem do Blackwater i tam szukać przyczyny jego traumatycznych wizji. Niestety tam wszyscy boleśnie przekonają się, że historii Nicka nie była tylko wymysłem jego chorej wyobraźni...
Uwaga: film wyjątkowo krwawy To była pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy zarówno na plakacie jak i na oficjalnej stronie Horror Festiwalu. Znany z wyuzdanej brutalności Adam Mason już niejednokrotnie szokował widzów swoimi wizjami, jednak w "Krześle Diabła" przeszedł sam siebie...
Adam Mason uczęszczał do Londyńskiej Międzynarodowej Szkoły Filmowej, gdzie pod okiem znakomitych profesorów przez wiele lat szlifował rzemiosło reżyserskie. Po ukończeniu nauki z miejsca rozpoczął współpracę ze studiem Marks & Spencero. Niestety tego okresu swojego życia na pewno nigdy nie będzie miło wspominał. W trakcie prac nad swoim pierwszym scenariuszem został wyrzucony przez producentów za niekompetencję i zły stosunek do wykonywanego zawodu. Epizod ten na szczęście nie skłonił Masona do porzucenia świata filmu. Można nawet rzec, że dzięki niemu odnalazł samego siebie. Odnalazł swoją indywidualność i stworzył niepowtarzalny styl przekazu. Oczywiście styl ten ewoluował w kolejnych jego obrazach zmierzając do doskonałości, której pełną mocą rozbłysną w "Krześle Diabła". Swój pierwszy obraz zatytułowany "The 13th Sign", Mason zrealizował w roku 2000. Jego debiut momentalnie został dostrzeżony przez krytykę i zaprezentowany na festiwalu Frightfest szybko zdobył rozgłos. Podobnie było z jego kolejnym projektem, "Dust", który wyświetlony na kolejnej edycji tej imprezy również zebrał znakomite recenzje. Już wtedy było wiadomo, że reżyser ten to przyszłość horroru, innowator, który z czasem będzie rządził w świecie grozy. Co ciekawe, Mason swojej szansy na rozgłos szukał nie tylko w kinie, a świadczy o tym chociażby zrealizowany w 2003 roku na potrzeby rynku TV krótkometrażowy obraz "Prey". Po nim artysta rozpoczął równolegle prace nad scenariuszami do "Broken" i "The Devil's Chair". Obiecywał, że dzięki nim pokaże widzom, czym jest prawdziwy horror. Światło dzienne jako pierwsze zobaczyło "W Mroku Zła", o którym głośno zrobiło się zaraz po premierze. To jednak jeszcze nie było to, na co czekali miłośnicy prawdziwej makabry, makabry, która miała w całej swojej okazałości ukazać się w "Krześle Diabła". I w końcu nadszedł czas piekielnej opowieści...
Wychodząc z założenia, że współczesny horror zagubił swoją prawdziwą ideę, Adam Mason postanowił uciec od standardowej konwencji prowadzenia akcji i dać widzom coś, czego niezwykli wcześniej doświadczyć. Wiedząc, że współczesną publikę coraz ciężej zszokować, Mason zaczął szukać rozwiązań w filmie awangardowym. Jego wybór padł na kino eksperymentalne, określane w horrorze jako "psychotronic movies". Do najwybitniejszych twórców uprawiających ten styl zalicza się Alejandro Jodorowsky'ego, Jörga Buttgereita, Jima Van Bebbera, José Mojica Marinsa, Richarda Kerna i Piera Paolo Pasoliniego. Oczywiście są to tylko najważniejsi filmowcy w psychodelicznym świecie. Ich obrazy często bazujące na abstrakcji i surrealizmie, szokowały widzów konwencją i wykonaniem. Zgłębiające istotę człowieczeństwa w sposób niekonwencjonalny, przepełniony artyzmem i mistycyzmem szukały granicy potencjału istoty ludzkiej. Akcje tych opowieści często rozgrywały się tylko i wyłącznie w głowach głównych bohaterów. Wariacją ścierającą ze sobą rzeczywistość i szaleństwo artyści zazwyczaj otrzymywali niezwykłe efekty, mogące interpretować ludzką psychikę na wiele sposobów. Taki jest też najnowszy obraz Adama Masona, skupiający całą swoją uwagę na umyśle Nicka. Oczywiście nie jest to klasyczny "psychotronic movies", a raczej luźna jego odmiana połączoną z bardzo brutalnym "splatter movie". Złożona osobowość bohatera tej historii pozwoliła reżyserowi na całkowite odstępstwa od utartych schematów, a także swobodną żonglerkę przeróżnymi gatunkami. My widzowie poznajemy Nica jako ofiarę wydarzeń, które mogły być konsekwencją zażywania narkotyków lub faktycznym aktem sił nadprzyrodzonych. Genialnym posunięciem okazuje się w tym przypadku narracją, jaką filmowiec obdarował swojego bohatera. To dzięki niemu poznajemy kulisy całego zajścia. Patrzymy na to jego oczami czujemy dokładnie to, co on. Utożsamiając się z nim zaczynamy tak samo rozpatrywać śmierć Sammy, szukając odpowiedzi w elementach nadprzyrodzonych. Wierzymy, że za tym wszystkim stoi jakieś zło, ingerujące w życie ludzkie. Być może są to tylko pozory, być może prawda. Zacierając granicę pomiędzy rzeczywistością i szaleństwem do samego końca reżyser trzyma nas w niepewności. Nie daje wytchnienia w spekulacjach. Co chwilę wprowadza nas w kolejny ślepy zaułek labiryntu człowieczego umysłu. Połykając wszystko, widz głodny prawdy z rozkoszą przeżuwa ochłapy tego, czym częstuje go reżyser i nagle dochodzi do wniosku, że sam stał się strawą dla ironii i drwiny z jego strony. Nick nagle zwraca się do publiki obrażając jej chore zapędy. Śmieje się z tego, że wpadła w pułapkę zastawioną przez siebie, przez własny umysł. Siedząc w kinie z wrażenia mało nie popłakałem się ze śmiechu. Sala dosłownie rżała widząc, że wszystko to, co przedstawił reżyser jest tylko...
No właśnie tego już musicie dowiedzieć się sami. Czy "Krzesło Diabła" to tylko sen Nicka, a może chora fantazja? Czy jest to fałsz, czy prawda? Tego wam nie powiem. Powiem wam tylko tyle, że jeżeli zechcecie się skonfrontować z tym filmem to i tak zostaniecie wystrychnięci na dudka. Nie ma takiej możliwości, że rozgryziecie tę intrygę. Nic podobnego. Reżyser zrobi z was durniów i osobą Nicka będzie się śmiał z waszego przywiązania do kina amerykańskiego, gdzie wątek główny można rozgryźć po 10 minutach projekcji.
To oczywiście nie jedyny atut tego dzieła. Jest on nimi naszpikowany od początku do końca. Nie ma ono słabych punków. Genialny scenariusz, gra aktorska, udźwiękowienie, klimat, pomysł, realizacja. Wszystko wydaje się być jednym wielkim monolitem, skalistym posągiem, którego kolejne elementy są nierozerwalne i tworzą doskonałą całość. O filmach takich jak "Krzesło Diabła" zwykło się mówić - zajebiste. I choć słowo jest to prostackie, ja inaczej filmu Adama Masona określić nie umiem. Ocena 1/10.
P.S. Oczywiście żartuje.
P.S. 2 Albo i nie...
