
Reż. Pal Oie
IMDB rating: 6.4/10
Panie i panowie już wkrótce kolejna odsłona Horrorfestu. Przyznam się szczerze, że początkowo nie wierzyłem zbytnio w powodzenie tej imprezy. W szczególności dołował mnie fakt, że filmy, które się tam ukazują nie są jakimiś wybitnymi produkcjami, a ktoś upatrzył sobie niezły interes na ich sprzedaży. Sytuacja zmieniła się radykalnie podczas trzeciej edycji Horrorfestu. Wszystkie osiem filmów prezentowało całkiem niezły poziom, a obrazy pokroju The Broken oraz Voices okazały się dziełami niezwykle interesującymi, windującymi ten festiwal do rangi jednej z najważniejszych imprez horrorowych w roku. To, co nastraja jednak najbardziej pozytywnie, to fakt, że organizatorzy nie spoczęli na laurach i na najbliższą edycję przygotowali kilka niespodzianek. Jedną z nich jest Skjult - jeden z najlepszych norweskich horrorów w historii.
Powrót do rodzinnego domu po 19 latach okazał się dla Kai'a Kossa najważniejszym wydarzeniem w jego życiu. Stojąc nad zwłokami swojej matki po raz pierwszy mógł poczuć spokój... Wiedział, że teraz już nic mu nie grozi... Ale czy na pewno? Zaraz po przyjeździe Kai'a nasilają się brutalne morderstwa, dokonane w pobliżu jego posiadłości. Wszystkie poszlaki wskazują na... Kai'a. On jednak jest święcie przekonany, że mordercą jest Peter. Zagłębiając się coraz bardziej w mroczne sekrety tego maleńkiego miasteczka, odkrywamy coraz to bardziej niepokojące fakty. Peter według oficjalnych raportów nie żyje, ale nigdy nie odnaleziono jego ciała. Kai wie, ile człowiek jest w stanie zaznać cierpienia z rąk nawet i najbliższej mu osoby, a mimo to, kieruje nim niepohamowana agresja. Wreszcie rodzinny dom, który stoi obecnie pusty, okazuje się być zamieszkany przez tajemniczą osobę. Peter, Kai, a może ktoś jeszcze? Ktoś, kto skrywa się w budynku, by nocą zakosztować krwi...
Ten film może się okazać kamieniem milowym norweskiego kina grozy. Owszem, ostatnimi czasy światło dzienne ujrzały Villmark (2003), Naboer (2005), Fritt vilt (2006), Rovdyr (2008) oraz Dod Sno (2009), ale żaden z nich nie dorównuje Skjult (2009). Norweski twórca - Pal Oie stworzył dzieło, które przypomina kultowy już obraz De dodes tjern (1958). Obydwa filmy łączy niesamowita strona wizualna produkcji. Kapitalne ujęcia, maestria zdjęć i dopieszczony do granic montaż, połączone z fantastycznie dobranymi lokalizacjami tworzą niewyobrażalną mieszankę. Jakby tego było mało, do tak wysokiego poziomu dopasowała się zarówno fabuła jak i aktorstwo. Swoją pełnię możliwości aktorskich zaprezentował Kristoffer Joner. Po tym, co zademonstrował w Skjult, a także w Villmark oraz Naboer, w pełni zasługuje na miano najlepszego obecnie norweskiego aktora. Teraz zajmiemy się zaś tym, co najbardziej zaintryguje widzów. Ten film jest wreszcie rasowym horrorem. Nie jest to bezmózga siekanina, nie ma hektolitrów krwi i urwanych kończyn. Jest za to kapitalne mystery/ghost story, które zagwarantuje Wam duża dawkę adrenaliny.
Skjult nazwałbym dziełem kompletnym, pozbawionym wad, poza jedną... Dzieło norweskiego twórcy z pewnością nie jest innowacyjne. W szczególności widać w nim wykorzystanie schematów z Don't Look Now (1973), ale również i kilku azjatyckich straszaków. Na szczęście sceny te nie rzutują na całości i reżyser zachowuje własny, niepowtarzalny styl, inteligentnie korzystając z doskonałych wzorców.
W 2003 roku Pal Oie osiągnął wielki sukces prezentując światu Villmark. Niestety, produkcja ta na skutek niewielkiej promocji nie dotarła do wszystkich mieszkańców globu. Skjult ma olbrzymią szansę zaszokować widzów na Horrorfescie i sprawić, że zapomną o The Broken, [Rec] , Saunie, czy Paranormal Activity.






