Tytuł: Detour / Snarveien (2009)

Reż. Severin Eskeland
IMDB rating: 5.1/10
No i znów z horrorowym seansem udajemy się do Norwegii. Znany z chłodnego klimatu i przepięknych krajobrazów kraj kilka razy do roku serwuje nam dawkę niezłej skandynawskiej grozy. Snarveien to pełnometrażowy debiut reżysera Severina Eskelanda, który do tej pory w swojej karierze zgromadził jedynie kilka shortów, w większości horrorowych. Jak więc wypadł debiut?
Lina i Martin pomagają przyjacielowi w ślubnych przygotowaniach. Jadą w tym celu do Szwecji, by zakupić alkohol, który jest tam tańszy niż w Norwegii. W drodze powrotnej dowiadują się, że służby graniczne przygotowują obławę na przemytników alkoholu. Lina i Martin wprawdzie zawodowymi przemytnikami nie są, ale zakupili zdecydowanie więcej alkoholu, niż można przewieźć przez granicę. Na granicy zatrzymuje ich policjant. Nie chodzi jednak o alkohol. Droga została zablokowana z powodu wypadku. Stróż prawa doradza im, by skręcili w boczną ścieżkę i pojechali objazdem. Młodzi Norwegowie tak też czynią. I tu zaczyna się początek ich koszmarnej nocy. Najpierw spotykają na starej stacji benzynowej dziwnego faceta, potem ktoś celowo przebija im opony, następnie znajdują pośrodku lasu wystraszoną dziewczynę... No a dalej to już chyba wszyscy się domyślają...
Znany, oklepany pomysł, prawda? No niestety tym razem nie uświadczymy powiewu mroźnej świeżości z północnej Europy. Snarveien jest kalką znanych produkcji typu Texas Chainsaw Massacre, Vacancy, Wolf Creek czy wielu, wielu podobnych. Lina i Martin, po serii niefortunnych wypadków na drodze, trafiają do z pozoru miłej, starszej rodzinki, której dorosłe już pociechy lubią znęcać się nad ludźmi, nagrywać to na wideo i sprzedawać z zyskiem. Znamy wszyscy motyw, prawda? Co tu dużo mówić, jest cholernie przewidywalnie i tyle.
Scenariusz scenariuszem, ale ważna jest też gra aktorska. Aktor grający Martina cały film przejechał na jednym wyrazie twarzy. Nie zrobiła na nim większego wrażenia ani przerażona dziewczyna, ani fakt, że została ona zamknięta w jakiejś komórce, ani nawet cały zestaw małego filmowca, który odkrył w pomieszczeniach domu i na stacji benzynowej. Lepiej pod tym względem zaprezentowała się towarzysząca mu Lina. Aktorzy grający rodzinkę psychopatów wypadli solidnie, aczkolwiek bez rewelacji.
Na pewno nie można się przyczepić do technicznej strony filmu. Oczywiście ze mnie żaden technik filmowy i mogę się wypowiedzieć tylko o tym, co widziałem na ekranie. A widziałem ciekawie zmontowane sceny, nieźle sfilmowane momenty ucieczki, ciekawie ukazane urywki z kamer, którymi oprawcy nagrywali swoje ofiary. Dużym plusem jest również to, że film ma poważną atmosferę. Częstokroć w podobnych produkcjach co chwilę szyderczo się śmiejemy z głupoty bohaterów, ich charakterów czy też naiwnego klimatu. Na szczęście Norwegowie jak robią film na poważnie, to zabierają się do tego również na poważnie.
Pozytywnym aspektem filmu (uwaga, lekka ironia) jest również czas trwania. 70 minut całkowicie wystarcza na oklepany pomysł. Reasumując, nie spodziewajcie się fajerwerków ani niczego, czego do tej pory nie widzieliście. Snarveien to zwyczajna kopia amerykańskich produkcji, w których gdzieś na zadupiu mieszka sobie rodzinka psycholi, a nasi bohaterowie całkowicie przypadkiem skręcają w boczną drogę. Doprawdy nic nowego i chyba to już nam (a przynajmniej mnie) się przejadło. Sprawna realizacja sprawi, że zapewne bez problemu dotrwacie do końca, ale wątpię byście zapamiętali ten film na dłużej.









